yashke.com

Kuba Filipowski @ 2009-05-15

Google semantyczne

Google coraz odważniej wchodzi w wyszukiwanie semantyczne. Zaczęło się od Social Graph, które teraz jest między innymi wykorzystywane w profilach Google. Social Graph to ciągle świeża i mało wykorzystywana platforma, której powstanie ma jednak spore znaczenie - wyznaczyło kierunek i pokazało twórcom stron jakiego typu semantyczne rozwiązania będą interesowały Google w przyszłości.

Przede wszystkim to pierwsze, ‘masowe’ wykorzystanie potencjału microformatów. Teraz gdy Google testuje semantyczne snippety widać już wyraźnie, że microformaty będą zyskiwały na znaczeniu. Wychodzą z fazy fajnej koncepcji, której nikt nie używa i stają się podłożem pod nowy standard.

Gdzieś tam z boku jest też RDF i jego skomplikowana filozofia. Ale jak czytam niektóre rzeczy na ten temat to mam wrażenie, że koder RDFów będzie musiał mieć minimum doktorat, żeby robić to dobrze - cytując klasyka - “to nie dla ludzi”.

Semantyczne wyszukiwanie już pojawiło się w Google. Zobaczcie to i to. Od razu też pojawiły się wątpliwości czy to przypadkiem nie jest kolejna próba kolonizowania 3 kliknięcia. W tym przypadku nie jestem przekonany. O ile Youtube, Blogger i Google News to ewidentne przykłady wejścia Google w buty wydawcy to Search Options (i Wonder Wheel), Google Squared i Semantic Snippets to inny kierunek.

To raczej kontynuacja rozbudowy Universal Search - czyli kierunku, który ma wyróżniać bardziej angażujące, lepiej zrobione i bardziej precyzyjnie odpowiadające na zapytanie witryny. To też możliwości wydzielania lepiej targetowanego trafficu. Trafficu, który ma finalnie lepiej konwertować. To właśnie ta skuteczność (i jej prosta mierzalność) uczyniła z Google jedną z najpotężniejszych korporacji na świecie. Targetowanie na konkretne znaczenia wyrazów, na powiązane tematy, odpowiedzi na konkretne pytania to nowe pola eksploracji dla marketerów używających AdWords i ‘nowy rynek wewnątrz rynku’ dla Google. To początek tej drogi.

Kuba Filipowski @ 2009-03-21

Rozczłonkować Allegro

Ewidentnie jesteśmy świadkami nowego trendu.

W sumie nie ma czemu się dziwić - tak jak w wywiadzie dla Wirtualnych Mediów mówił Tomasz Jażdżyński prezes Interii [via @hazan] - proces oddzielania albo tworzenia nowych kontentowych serwisów tematycznych nie jest czymś nowym i zaczął się od serwisów finansowych. Potem swoją strategię z wortalizacji (fatalne słowo z końca XX wieku ;)) uczyniło o2 i ta strategia chwyciła na tyle, że inne portale zaczęły ją kopiować/adaptować.

Teraz przyszedł czas na rozczłonkowanie Allegro. Czyli wortale ecommerce.

Są pierwsze jaskółki - Szafa.pl (projekt spółki z Rzeszowa ;)) i mojeciuchy.pl (od Onetu) - oba lecą w górę jak szalone. Od dwóch lub trzech lat istnieje też Podaj.net czyli ‘wymieniarnia’ książek od niedawna w nowej ascetycznej odsłonie. o2 też jak widać po ostatnim wpisie Michała Brańskiego chce wejść w ten trend.

To co różni te wortale ecommerce od Allegro to silna koncentracja na jednym zagadnieniu (google to lubi, media to lubią, ludzie też) i społeczność. To w sumie nie są serwisy transakcyjne ale bardziej społeczności, które koncentrują się wobec jakiejś aktywności związanej z zakupami.

Kategorii na Allegro jest cała masa ale z całą pewnością nie z każdej da się zrobić silny wortal z fajną społecznością - moda z całą pewnością jest świetnym lepem społecznościowym - więcej - nie wiem czy dało się znaleźć lepszą kategorię niż moda.

Czego możemy się spodziewać? Jaki kolejny wortal ecommerce zaszokuje nas tempem wzrostu? Ja postawiłbym na dzieci (ubrania i cały sprzęt do ich obsługi ;)).

Na koniec taka refleksja - social shopping - pojęcie, które zaistniało w 5 minut po tym jak pojawiło się pojęcie social networking chyba zostało źle zdefiniowane. Wygląda na to, że social shopping to nie rekomendacje tylko kupowanie i wymienianie się dobrami w modelu p2p.

Kuba Filipowski @ 2009-02-21

mySociety

Wróciliśmy z Barcamp Baltics. Fenomenalna impreza - na spotkanie zjechało ponad 300 osób m.in. z Łotwy, Ukrainy, Kazachstanu, Kirgistanu i Azerbejdżanu, żeby przez dwa dni rozmawiać o sieci.

Co ciekawe w tym roku na Barcampie dużo mówiło się o wpływie internetu na demokrację oraz o wolności słowa, którą internet wspiera. Wydaje mi się, że te kwestie to żywy temat w naszym regionie. Moje pokolenie z byłego ZSRR i bloku wschodniego wyraźnie potrzebuje dyskusji na temat jakości demokracji i wolności słowa. Internet postrzega się jako narzędzie wspierające obie te uzupełniające się przestrzenie wolności.

Jak go wykorzystać?

Świetne, autentyczne przykłady wykorzystania sieci w społeczeństwie demokratycznym pokazał Tony Bowden z mySociety.org.

mySocietymySociety.org to, jak określił siebie Tony, grupa hackerów, która zrobiła kilka serwisów internetowych, które wg nich rząd brytyjski powinien zrobić sam.

Jednym z nich jest TheyWorkForYou.com - serwis, który zbiera wszystkie informacje dotyczące polityków i publikuje je w przejrzysty, zrozumiały sposób. Dzięki TheyWorkForYou.com można dokładnie prześwietlić wypowiedzi i głosy danego parlamentarzysty. Na podstawie głosowań tworzona jest czytelna lista pokazująca jakie są poglądy danego polityka na najistotniejsze tematy.
Na stronie można też znaleźć szczegółowe informacje na temat wydatków każdego parlamentarzysty. Można więc dowiedzieć się ile w zeszłym roku Gordon Brown wydał na podróże koleją.

Inna produkcja mySociety to FixMyStreet - prosty i bliski ludziom pomysł. Widzisz wyrwę w chodniku albo dziurę na drodze? Zrób zdjęcie i wrzuć na FixMyStreet - FixMyStreet prześle sprawę do odpowiednich dla twojej okolicy służb, żeby się tym zajęły. Do FixMyStreet powstała nawet aplikacja na iPhone, która korzysta GPSa. Wg informacji ze strony - w zeszłym miesiącu naprawiono ponad 1000 zgłoszonych problemów. Niezłe.

mySociety wypuściła jeszcze kilka innych świetnych, bliskich ludziom projektów mających jakieś praktyczne zadanie zmieniania rzeczywistości. Wszystkie ich produkcje to opensource - można więc brać i przenosić do innych krajów - w ten sposób powstała nowo zelandzka wersja TheyWorkForYou.

BridgeCamp Żeby zbliżyć trochę do siebie środowiska internetowe i NGO pomagamy w organizacji BridgeCampu, który odbędzie się w kwietniu w Poznaniu. Więcej o imprezie wkrótce na stronie.

Kuba Filipowski @ 2009-01-31

Z głową w chmurze

Ostatnio czytam sporo doniesień o zamykaniu lub awariach darmowych usług, które tysiące ludzi zasiliło swoimi danymi. Z tego wszystkiego przebłyskuje jakaś główna teza o kryzysie chmury - czyli kryzysie zaufania do usługodawców, którzy przechowują dla nas nasze dane.

Co takiego się stało? Google zamyka szereg swoich projektów w tym Google Video, Google Notebook, Jaiku. Yahoo zamykaYahoo Briefcase tłumacząc się tym, że parametry które oferuje usługa są w dzisiejszych czasach śmieszne (30MB) - ale co znamienne - woli zamknąć niż rozwinąć.
Zamykane jest Pownce, znaczącego pada serwerów zalicza konkurent delicious - ma.gnolia.

Jason Scott w tekście o jednoznacznym tytule - FUCK THE CLOUD przestrzega przed hypem na chmurę. Podkreślając fakt, że gdy powierzamy swoje dane jakiejś firmie i nie płacimy za to by ona się nimi należycie zajęła nie mamy praktycznie żadnej gwarancji, że dane te będą zabezpieczone.

If you want to take advantage of the froth, like with YouTube or so Google Video (oh wait! Google Video is going off the air!) then do so, but recognize that these are not Services. These are not dependable enterprises. These are parties. And parties are fun and parties and cool and you meet neat people at parties but parties are not a home.

Chmura wydaje się być jednak nieuniknionym kierunkiem rozwoju, chmura pozwala skupiać się na tym na czym chcemy się skupiać a całą resztę outsource’ować.

Ważne jednak żeby zdawać sobie sprawę kim jest partner, który przechowuje nasze dane, czy mamy jakiś wpływ na tego partnera, jakie mamy możliwości dodatkowego zabezpieczenia. Może powstaje miejsce na narzędzia dywersyfikujące chmury?

Jason Scott uważa, że zabezpieczeniem jest po prostu płacenie za usługę - gdy płacę to zostaję klientem i mam swoje prawa. Może warto łączyć to również z wyborem usługodawcy, który nie jest gigantyczną korporacją - dla takiego usługodawcy (przynajmniej w teorii) jesteś ważny.

Kuba Filipowski @ 2009-01-19

Półmetek

Wg InternetStats, który opracował dane Komisji Europejskiej - 44% Polaków regularnie (przynajmniej raz w tygodniu) korzysta z Internetu.

Do liderów UE - Norwegii (86%) i Islandii (86%) brakuje nam prawie drugie tyle.

Warto sobie to raz na jakiś czas przypomnieć, żeby wiedzieć, że ten rynek będzie jeszcze długo dynamicznie rósł.

Jak to wygląda demograficznie?

Wg GUSu mniej więcej tak:
polskie-radio-euro-1.key

Dwie najmłodsze grupy z każdym rokiem rosną najdynamiczniej. To oni tworzyli sukcesy większości serwisów, które pojawiły się w ostatnich 2-3 latach.

Najmłodsi już są w Internecie - oni zasilają serwisy społecznościowe i rozrywkowe serwisy kontentowe.

Ale to pewnie grupy 25-44 budują nasz malutki rynek ecommerce. To głównie oni są też odbiorcami serwisów finansowych typu Bankier i Money, no i oczywiście internetowych odsłon dzienników jak Wyborcza.pl i (od dziś [?] nowa) Rp.pl.

Te grupy muszą zacząć rosnąć dynamiczniej żebyśmy dogonili chociażby Estonię (62%). Młodzieżą tego nie da się zrobić :)

To prawdopodobnie grupy 25-44 zbudują w Polsce rynek aplikacji internetowych w modelu SaaS, który w tej chwili jest w bardziej w okresie rozwoju prenatalnego niż niemowlęcego.

Na co jeszcze wpłynie większy udział dorosłych-pracujących w polskiej sieci?
Jak myślicie?

PS. Dodajcie sobie Internetstats.pl do czytnika RSS - warto!