Kuba Filipowski @ 2009-01-05
Wg badań Komisji Europejskiej tylko 12% Polaków deklaruje, że kupiło coś przez Internet w ostatnich trzech miesiącach (dane z 02.12.2008).
Dane znalazłem na blogu Sławka Pliszki. Sławek pokazał również jak to wygląda w innych krajach Unii. Średnia dla całej UE to 25% jesteśmy więc drastycznie w tyle. O gonieniu liderów takich jak Wielka Brytania (49%) czy Dania (48%) możemy w tej chwili tylko marzyć.
Co nam to mówi o naszym rynku ecommerce? Oczywiście to, że jesteśmy jeszcze daleko w tyle i jest potężna przestrzeń do wzrostu.
Poza tym można pogdybać (i tak sobie gdybaliśmy na flakerze)
- Może to Poczta Polska, jej ceny i niesolidność są hamulcowym tego rynku?
- jeżeli tak, to może te 12% polaków kupuje głównie bilety lotnicze i inne tego typu produkty, które nie wymagają interakcji z Pocztą Polską i nie generują opłat za wysyłkę? Warto byłoby poznań strukturę zakupów Polaków to trochę by wyjaśniło.
- Czy w związku z tym największy potencjał do wzrostu mają u nas sklepy internetowe z dużym zapleczem offline typu Empik?
- Jeśli tak to ułatwione zadanie powinny mieć też branże gdzie są wysokie marże na produkty (odzież, kosmetyki) i cena przesyłki może być niższa (małe gabaryty i waga, możliwość odjęcia części kosztów przesyłki z marży).
- A może to brak (lub mała popularność) escrow jako formy bezpiecznej płatności, które jest zastępowane drogim ‘za pobraniem’? Bezpieczeństwo jest przecież jednym z głównych problemów transakcji w sieci.
Powstaje też pytanie o konkurencję. Wydaje mi się, że w tej chwili jesteśmy na tak wczesnym etapie rozwoju rynku (obojętnie czy te 12% to prawda czy jest to około 20% z raportu D-Link), że konkurencja główna to nie e-sklep z e-sklepem ale e-sklep ze sklepem offline. Pytanie jak tu konkurować? Cenowo oczywiście. Ale jak cenowo skoro koszt przesyłki do też cena dla klienta końcowego.
Jak Wy to oceniacie?
Kuba Filipowski @ 2008-12-14

Powoli przybywa podsumowań roku 2008. Najciekawsze na jakie do tej pory udało mi się trafić to zestawienie ciekawych idei wypracowanych w mijającym roku stworzone przez The New York Times.
Wiele z nich to ciekawostki takie jak ‘co bardziej się opłaca - iść pieszo czy czekać na autobus?’, ‘jaka jest najlepsza taktyka na obronę rzutu karnego’ itp. Są też bardziej poważne np. pierwsza w historii gwarancja prawa środowiska naturalnego do ‘rozwoju, regeneracji i struktury zgodnych z procesem ewolucji’ dopisana w tym roku do konstytucji Ekwadoru. Albo pomysł na usprawnienie i większą elastyczność domowych sieci elektrycznych.
Jednym zdaniem: dużo inspirujących idei, które ‘ukazały się’ w mijającym roku. Polecam
Tagi: 2008, idee, podsumowanie roku, pomysły
Kuba Filipowski @ 2008-12-05
Tworząc banner grafik/projektant skupia się na kilku aspektach - wizualnie musi pokrywać się z identyfikacją graficzną firmy, musi promować jakiś produkt i ostatnie ale najważniejsze - powinien być skuteczny. Pierwsze dwie rzeczy nie interesują mnie w tym momencie - agencje interaktywne mają swoje sposoby, marketingowcy mają swoje wizje i to jakoś działa. Problemem jest skuteczność.
Skuteczność najprościej wyraża się oczywiście w CTR. Oczywiście kliknięcie to nie idealny wyznacznik skuteczności kampanii ale trudno o coś lepszego. Można oczywiście próbować przeliczać stosunek kliknięć do zakupu/akcji (ROI) pod warunkiem, że produkt który promujemy jest dostępny tylko w sieci i promujemy go tylko w sieci - wydaje mi się, że bardzo trudno zmierzyć ROI kampanii reklamowej masła czy zupki chińskiej (FMCG) z podziałem na kanały promocji (chodzi o odpowiedź na pytanie: kto nagonił nam więcej klientów - radio, gazeta czy Internet?).
Przyjmijmy więc upraszczając, że skuteczne jest to co się dobrze klika (wysoki CTR).
Niezwykle trudno przewidzieć skuteczność bannera przed kampanią. Specjaliści mają z reguły jakieś mniemanie dot. tego co jest a co nie jest skuteczne bazujące na doświadczeniach z poprzednich kampanii. Żeby banner był skuteczny musi zawierać odpowiedni, nawołujący do akcji copywriting i elementy zachęcające do kliknięcia (np przyciski lub gołe laski ;)).
Z uwagi na koszty emisji i brak efektywnych, automatyzujących proces wyboru narzędzi pokazujących w trakcie kampanii która wersja bannera lepiej się klika marketingowcy bardzo często ’stawiają na jednego konia’. Czasem się udaje, częściej średnio ale tak na prawdę trudno mierzyć sukces jeśli nie ma się porównania (pytanie - ‘co by było gdyby?’ zostaje bez odpowiedzi).
Problem wydaje mi się bardzo realny. Od niedawna dostępne jest jego rozwiązanie.
Firma Weebly - twórcy czegoś co jest fajniejszą wersją mini-webs jakiś czas temu uruchomiła bardzo ciekawy projekt SnapAds.
Jest to narzędzie dzięki któremu marketer może sprawdzić ‘co by było gdyby’. W dużym skrócie SnapAds wyświetla odbiorcom kilkanaście/kilkadziesiąt różnych wersji kreacji reklamowych i analizuje która z nich lepiej się klika. Ta która klika się najlepiej wyświetlana jest częściej niż reszta. W trakcie lub po kampanii marketer może zapoznać się z wynikami poszczególnych kreacji.
Niezły pomysł. Z kejsów prezentowanych na stronie wygląda, że bardzo dobrze działa (bajeczne procenty wzrostu skuteczności). Ciekawe czy ktoś z Was już to testował? Ciekawe czy ktoś z Was tworzy w tej chwili coś podobnego ;)? Są inne narzędzia tego typu na rynku?
Tagi: banner, ctr, kreacja, marketing, reklama, SnapAds
Kuba Filipowski @ 2008-11-30
James Boyle, profesor prawa, jeden z animatorów ruchu Creative Commons właśnie wydał książkę pt. “The Public Domain - Enclosing the Commons of the Mind”.
Prawo autorskie wyrosło z przekonania, że wytwór intelektu trzeba regulować i zamykać w pewnych sztywnych, prawnych ramach bo wytwory intelektu są równie cenne co wytwory materialne - a czasem cenniejsze.
Powstał termin ‘własności intelektualnej’, który dosadnie wyraża czym jest wytwór intelektu - to własność, własność taka sama jak dobra materialne.
Wszystko byłoby w sumie akceptowalne gdyby nie seria ‘błędów i wypaczeń’. Prawo autorskie i jego szczegółowe regulacje wielokrotnie negatywnie wpływało na ludzką kreatywność. W rezultacie pomysł bo chronić twórczość sprawił, że twórczość jest niejednokrotnie skutecznie ograniczana. Własność zaczęła kolonizować to co do tej pory było bezpańskie.
Można z całą pewnością powiedzieć, że ludzka kultura to kultura kopiowania i remiksu. Trudno pomyśleć o czymś co powstało samo z siebie nie bazując kreatywnie na pomysłach innych. I chodzi zarówno o naukę, sztukę jak i start-upy internetowe. Kreatywny remiks pcha to wszystko do przodu. Wbrew wszystkiemu.
Między innymi dlatego powstał ruch Creative Commons, który stara się nadać bardziej realny i pro kulturowy wymiar ‘własności’ intelektualnej. Trudno sobie wyobrazić, że w czasach gdy prawie każdy jest twórcą i publikuje mielibyśmy ściśle przestrzegać przestarzałego prawa autorskiego, prawa gdzie każda myśl lub akt twórczy wyrażony publicznie ma właściciela.
Boyle pisze o tym, że potrzebny jest ruch analogiczny do ruchu ekologicznego, który walczyłby o ochronę domeny publicznej. Mówi o tym, że ekolodzy pokazali nam, że jest coś takiego jak ‘środowisko naturalne’ a nie tylko ‘mój staw’, ‘twój las’, i ‘jego kanał’ i że potrzebujemy tego samego w ‘środowisku informacji’.
Książka jest dostępna za darmo, na licencji CC Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0.
Tagi: creative commons, James Boyle, książka, prawo, public domain
Kuba Filipowski @ 2008-11-27

Ecoosystem to zwycięzca głosowania obserwatorów w konkursie na najciekawszy startup na ostatnim Democampie. Ecoosystem przekonał do siebie głównie ideą i zapałem twórców. No i właśnie ta idea jest szczytna i ciekawa.
Twórcy serwisu chcą zbudować platformę, która ma wspierać innowacyjność polskiego biznesu. Ma łączyć naukowców z różnego rodzaju organizacjami (GO, NGO) i firmami. W ten sposób pomagać rozwiązywać złożone problemy, których organizacje te nie są wstanie rozwiązać w pojedynkę. Bardzo ambitnie.
Ecoosystem wygrał Democamp i dzięki temu ma szanse być zauważony przez pewną publiczność. Ta publiczność to z całą pewnością część targetu (biznes internetowy, potencjalni wykonawcy, dostarczyciele innowacji). Brakujące elementy układanki to GO, NGO i przemysł - te elementy będzie znacznie trudniej pozyskać. Internet nie jest jeszcze dla nich tego typu potencjałem.
Internet traktują raczej jako możliwość pozyskania pasywnego odbiorcy swoich produktów. Nie widzą jego możliwości twórczych. Największym problemem wg mnie będzie przekonanie tych sektorów, że podzielenie się na forum problemami może przynieść ich realne rozwiązania. Bardzo trudno jest przekonać duże organizacji do takiej otwartości i bardzo trudno jest pokazać drzemiący w sieci potencjał kreacyjny.
Stworzenie platformy to pierwszy, mały krok ku temu. Teraz musi nastąpić pewnego rodzaju praca u podstaw, szerzenie kaganka internetowej oświaty wśród decydentów znaczących instytucji. Mało kto się tym na razie aktywnie zajmował.
Bez tych instytucji, jak wieszczył Rafał Agnieszczak, Ecoosytem może stać się drugimi Zleceniami.przez.net, a przecież nie o to chodzi.
Cieszę się, że uczestnicy Democampu wybrali taki ambitny projekt. Oby to dobrze zaowocowało.
O projekcie pisali już: Netto, Antyweb i Kwadratowy.
Tagi: democamp, ecoosystem, go, ngo