Web 2.0 - 24 minutowy film dokumentalny
Tuesday, August 8th, 2006Michael Arrington z Techcrunch zapytał kilku właścicieli web dwazerowych start-up’ów o to czym wg nich jest cały trend i czy to kolejna bańka. A rezultatem rozmowy jest poniższy film.
Michael Arrington z Techcrunch zapytał kilku właścicieli web dwazerowych start-up’ów o to czym wg nich jest cały trend i czy to kolejna bańka. A rezultatem rozmowy jest poniższy film.

15 lat temu plus jeden dzień Tim Berners-Lee wysłał słynnego posta na Usenet w którym opisał idee World Wide Web. Dzięki Tim!
// link do bloga Tima znalazłem na bytowisku

WOW! Niesamowite!? Kevin Rose - założyciel Digga, jedna z dziesięciu najbardziej rock’n'roll’owych postaci w branży internetowej, zarobił (a może raczej zrobił) 60 milionów dolców przez ostatnie 18 miesięcy… przyjamniej wg Business Week.
Historia opisana przez Business Week jest jeszcze piękniejsza niż okładka, po prostu Hollywood - Kevin miał pomysł, dziesięć tysięcy dolarów oszczędności i dziewczynę. Postanowił zrealizować pomysł - wydał $1000 na webdevelopera ($12 za godzinę), kupił domenę za $1200 i serwer za $99 miesięcznie… no i dziewczyna go rzuciła. Ale pomysł wypalił i pierwszego dnia Digg miał już 13 000 użytkowników. I to prawda to jest sukces i to jest success story… ale ale, gdzie te 60 milionów baksów?
Okazuje się, że wg Business Week i ludzi, którzy się znają (BW nie podaje nazwisk) - Digg jest spokojnie wart minimum $200 mln. Kevin ma prawdopodobnie od 30-40% udziałów - i tutaj super bańkowa matematyka - więc Kevin zarobił $60 mln. Co z tego, że tych pieniędzy nie ma, co z tego, że to po prostu fantazja nieistniejących “ludzi, którzy się znają”, co z tego, że wg zeznania podatkowego za ostatni rok digg wart jest około $3 mln, a plotka głosi, że Yahoo chciał kupić go za max $40 mln. Digg wg ludzi z Business Week jest spokojnie wart $200 mln lub więcej… bo tak.
Rose w tym samym artykule w Business Week mówi, że digg jest na prostej drodzę do bycia dochodową firmą, to znaczy ze firma warta $200 mln nie jest dochodowa? Czyli kolejna bańka? Nie, po prostu Digg zaczyna stabilnie istnieć na rynku mediów cyfrowych, a te papierowe $200 mln wcale mu w tym nie pomogą.
Na koniec Business Week zachwala biznes webowy jego niskimi kosztami na starcie - wystarczy laptop i $50 miesięcznie na dostęp do Internetu by zrobić z dzieciaka magnata - te słowa śmiesznie kontrastują z $2,5 mln, które Digg wydał na biuro, pensje i wafelki przez ostatni rok.
Digg to świetny serwis, świetnie wymyślony, naprawdę duży sukces więc po co wymyślać mu nie istniejące osiągnięcia? Digg tego nie potrzebuje, Kevin na pewno też. Myśle nawet, że cały rynek webowy nie potrzebuje kolejnego sztucznego hype’u. Po co więc te kłamstwa?
Tekst powstał w oparciu o notki: “Don’t believe BusinessWeek’s bubble-math” Signal vs. Noise, “Business Week on Digg: Smells like bubble spirit” Wordyard i How Paul Scrivens, Mike Rundle, Colin Devroe, and Tyme White All Made Billions In 12 Months
Trzy podstawowe, główne funkcje Traduko to:
Te trzy punkty to esencja istnienia Traduko. Dalsza część tej notki to doprecyzowanie powyższych trzech punktów.
To użytkownicy Traduko decydują o tym co jest dla nich ważne a co nie. My – administracja – dbamy jedynie o to, żeby wzajemna wymiana wiedzy była jak najłatwiejsza i nie zakłócana spamem. Nie redagujemy, nie kasujemy krótkich lub nie najlepiej przetłumaczonych tekstów – decyzję co do istotności i wartości danego tekstu zostawiamy użytkownikom. Wierzymy, że nawet słabo przetłumaczony tekst może się komuś przydać, może pomóc komuś zrozumieć choćby zarys jakiejś idei – a to już dużo.
To może brzmieć odrobinę skomplikowanie ale efekt jest wyjątkowo prosty – każdy, zarejestrowany, użytkownik Traduko ma swoją własną stronę główną – taką, która wg naszego systemu najbardziej pasuje do jego preferencji. System Traduko wrzuca na stronę główną użytkownika tylko te teksty, które pasują do jego gustu.
Piszesz notkę na bloga po polsku ale wiesz, że przydałaby się też jej angielska wersja. Większość systemów blogowych nie przewiduje opcji notek w kilku wersjach językowych i jedynym rozwiązaniem jest opublikowanie osobnych wpisów dla każdej wersji językowej. Rozwiązanie to jest mało estetyczne i może wprowadzić w błąd czytelnika Twojego bloga.
Traduko oferuję prosty sposób na alternatywne wersję językowe notek. Wrzucasz do Traduko wersję oryginalną wpisu oraz jego tłumaczenie (na przykład na angielski) a system Traduko generuje odnośnik, który Ty zamieszczasz gdzieś w treści notki lub w komentarzu do notki.
Czytelnik Twojego bloga klika w ten odnośnik i tekst oryginalny na twoim blogu zmienia się w tłumaczenie. Coś jak Google Translate tylko, że to Ty ustalasz jak brzmi tłumaczenie - nie automat tłumaczy tekst lecz Ty. Dzięki temu tłumaczenie będzie dużo lepsze jakościowo.
I tyle. Traduko ma jeszcze kilka opcji dodatkowych, które mają za zadanie wspieranie tych trzech opcji głównych - bo właśnie one - te trzy główne punkty - stanowią idee Traduko.