yashke.com

Kuba Filipowski @ December 20th, 2006

Web 2.0 czyli utopia w praktyce

Marcin na blogu pisze o chudym długim ogonie i pyta czy Myspace “przynosi najwięcej kasy” dzięki dużej ilości odsłon. To o tej kasie i parę akapitów wcześniej o marksistach przywołało mi z pamięci kilka rzeczy, które gdzieś tam czytałem.

Marcin pisze o narzędziach i pośrednikach - wg read/write web to pośrednicy rozdają karty bo to oni tworzą narzędzia. Jako pośredników wymienia MySpace czy Youtube co wg mnie jest nieporozumieniem. Przynajmniej w rzeczywistości tej sieci w jakiej w tej chwili istniejemy. Właśnie dlatego - Marcin też o tym wspomina - że rola pośrednika w sieci jest bardzo płynna z uwagi na to, że koszty wejścia w biznes - nazwijmy to “pseudo pośredniczący” są stosunkowo małe. Znowu odwołanie do tekstu Marcina “jest cała masa serwisów wideo, które tylko czychają na błąd youtube”. Prawdziwymi, niebezpiecznymi, kontrolującymi nas pośrednikami są korporacje trzymające w garści prąd i łącza. Zagrożenie jest realne.

Brzmi to trochę antyglobalistycznie (czyli wg wielu głupio) dlatego wyjaśniam - to nie moje urojenia, nie mam fobii antyamreykańskiej, nie uciekam w popłochu gdy słyszę “dip dara dip daradip tak tok am stil am stil dżeny from de blok” - więcej - czasem jem hamburgery w McDonaldzie (!). Duże korporacje związane z telekomunikacją i energetyką na prawdę zagrażają człowiekowi roku 2006 wg Time.

Amerykanie już walczą o netutrality czyli neutralność sieci. Chodzi o to, że korporacje energetyczno-telekomunikacyjne w Ameryce chciały sprzedawać przywileje bogatym dot com’om. W skrócie chodzi o to, że pakiet Google i MSN będzie szedł szybciej od pakietu z mojego bloga nawet jeśli zakładamy, że Google ma takie samo łącze co mój hostingodawca. Użytkownik dostanie więc stronę Google kilkakrotnie szybciej niż moją bo Google zapłaciło telekomunikacyjnemu molochowi za ten przywilej. Nie chodzi o przepustowość łączy ale o uprzywilejowanie niektórcych pakietów danych.

Zagrożenia są oczywiste Google i MSN zwiększają zasięg jeszcze bardziej, długi ogon chudnie i marginalizuje się. Duzi się bogacą i jeszcze bardziej rosną, małych praktycznie nie ma.

Przestają liczyć się pomysły i idee - to czym biznes webowy zawsze wyjątkowo się wyróżniał. Wygrywa najgorsza wersja leseferystycznego syndykalizmu. Taki kapitalizm wykańcza kreatywność i jakość, taki kapitalizm to centralizacja i totalitaryzm.

To są faktyczne zagrożenia dzisiejszej wolności publikacji - ten strukturalno-energetyczny imperializm.

Brzmi to naprawdę marksistowsko ale wg mnie takie są fakty.

Ok ale w gruncie rzeczy nie o tym chciałem pisać. Ten marksizm właśnie to jest wg mnie coś wyjątkowego w webie. Powiedzmy, że jeżeli wygramy z imperializmem strukturalno-energetycznym to marksizm wygra.

Marksizm to może jednak zbyt brzydkie określenie. Tak naprawdę nie chodzi o marksizm (który jest wewnętrznie sprzeczny ale pożyteczny) a o demokrację.

Zaczynając tą notkę chciałem napisać głównie o człowieku, który jest chyba najfajniejszą postacią łebdwazero. Chodzi mi o Jim’a Buckmaster - właściciela Craiglist. Jim powiedział na jednej z konferencji prasowych coś takiego “Kto potrzebuje pieniędzy? My o nie nie dbamy” a potem dodał “Znamy ludzi, którzy posiadają więcej niż miliard dolarów i wcale nie czyni ich to szczęśliwszymi. Poza tym potrzebują ochroniarzy” [via Internet Standard i NYTimes].

Właśnie tymi wypowiedziami zszokował sturtupowy światek, który kręci się wkoło dwóch buzz terminów - monetaryzacja i model biznesowy. Jim nie chce zarabiać ciągle więcej i więcej. To wbrew klasycznemu katpitalizmowi, ba nawet wbrew zasadzie Petera.

Wg mnie to jest właśnie to o co chodzi w “nowej gospodarce” czy w “demokratycznym kapitaliźmie”. Po prostu utrzymanie pewnego poziomu. Taki koniec historii w skali mikro. Co więcej myślę, że taki stan rzeczy wymuszą właśnie sieci społeczne - skoro mój sąsiad dostarcza mi wiedzy i rozrywki - czyli czegoś za co wcześniej musiałbym zapłacić koncernowi zjawisko popytu i podaży przestaje funkcjonować - bo ilość dóbr jest teoretycznie równa ilości potrzeb. Utrzymuje się tylko dzięki zaufaniu inny - mniej więcej równych mi - ludzi. Oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku. Nie komunizm ale faktyczna demokracja. Tak to w tej chwili widzę.

Tagi: , ,

4 Komentarzy do “Web 2.0 czyli utopia w praktyce”

  1. Riddle napisał:

    Patrz, a dzisiaj właśnie się natknąłem na akcję Save the Internet i miałem nawet coś o tym napisać. Poczekam na razie jeszcze… chociaż wcale nie uważam, że jako że to USA, daleko i inne realia, to nas to nie dotyczy. My mamy ISP-monopolistę, poszłoby jeszcze szybciej.

  2. Marcin Jagodziński napisał:

    mnie smuci jeszcze jedna rzecz: rozpowszechnienie ADSL. oczywiście rozumiem względy ekonomiczne, ale niesamowicie to wpływa na centralizację internetu. cała nadzieja w sieciach P2P, gdyby nie one, ludzie kupowaliby łącza z uplinkiem 16kpbs :)

  3. jerzy dąbrówka napisał:

    Bardzo ciekawy post.

    “korporacje energetyczno-telekomunikacyjne w Ameryce chciały sprzedawać przywileje bogatym dot com’om (…) Taki kapitalizm wykańcza kreatywność i jakość”

    Z jednej strony nie szokuje mnie to (choc nie podoba mi sie taka polityka) - hostoria zna wiele marketingowych działań polegajacych na wykupieniu “wylacznosci”. Tez mozna miec pretensje do Polsatu, ze kupil prawa do emisji mundialu i zakodowal. Jednak porzycajac ten argument musze zwrocic uwage na inny istotny fakt. Korporacje energetyczno-telekomunikacyjne nie dzialaja na zasadach czystko kapitalistycznych. Fundamentem kapitalizmu nie jest chec zarobienia jak najwiecej (jak pozniej sugerujesz). Fundamentem jest wolna wymiana w ktorej obie strony sa zadowolone (maja poczucie zysku) oraz wolna konkurencja. Rozpatrujac korporacje energetyczne musimy zwrocic uwage, ze wolna konkurencja nie obowiazuje w pelnym wymiarze. Najczesciej jest koncesjonowana ze wzgledow na bezpieczenstwo energetyczne (btw, wiecie, ze w Polsce panstwo moze zakazac zaprzestana dzialalnosci elektrowni? smiesznie). Ponadto koniecznosc posiadania sieci przesylu eliminuje w niektorych przypadkach konurencje. Dlatego ocenianie ideii kapitalizmu w swietle podmiotow ktore nie fuknkcjonuja w jego ramach uwazam za niestosowne.

    Mozna odwrocic kota ogonem. Takie dzialanie jest typowo marksistowskie, gdyz daje sie przywilej G, z ktorego korzystaja miliony ludzi a z naszych blogow tylko my i nasza rodzina ;)

    “Przestają liczyć się pomysły i idee - to czym biznes webowy zawsze wyjątkowo się wyróżniał. Wygrywa najgorsza wersja leseferystycznego syndykalizmu.”
    To zdanie traktuje jako figure stylistyczna - nie wierze, ze mowisz powaznie. Zyjemy w swiecie, w ktorym kazdy dzien przynosi nowe pomysly i wyzwania - sam zreszta to piszesz na swoim blogu (prawo do niedyspozycyjnosc)

    “taki kapitalizm to centralizacja i totalitaryzm.”
    Nie wiem, co rozumiesz pod pojeciem marksizmu, ale prage zauwazyc, ze to bezposredni spadkobierca marksizmu doprowadzil potwornej centralizacji i totalitaryzmu (tyle ze tutaj rozumiany jako zbrodnie a nie tendencje monopolistyczne), a kapitalizm natomiast doprowadzil nas do tej dyskusji szybkosci pakietow…

    “skoro mój sąsiad dostarcza mi wiedzy i rozrywki - czyli czegoś za co wcześniej musiałbym zapłacić koncernowi zjawisko popytu i podaży przestaje funkcjonować”

    To się tyczy tylko paru wycinkow rzeczywistosci. Masowa produkcja i efekt skali - pojecia lezace u podstaw kapitalizmu wyjasniaja, dlaczego czlowiek nie moze byc samowystarczalny. Zreszta w sferze rozrywki nie jest to taka rewolucja jak nam sie wydaje. Fakt, zmieniamy styl zycia. Kiedys spotykalismy sie ze znajomymi, zeby zagrac w szachy - dzis gramy w gry MORPG, kiedys gazety - dzis portale, kiedys dyskusje na salonach - dzis na blogach. Z drugiej strony mamy tony informacji w sieci o programowaniu, a jak czesto kupujemy ta staroswiecka ksiazke. Prawda?

    Pozdrawiam noworocznie :)
    jd

  4. losamorales napisał:

    “Fundamentem jest wolna wymiana w ktorej obie strony sa zadowolone (maja poczucie zysku) oraz wolna konkurencja.”

    no zgadzam się, że gdzieś tam na początku kapitalizm zrodził się z wolnej konkurencji. dzisiaj to wąsko utkana sieć rozmaitych relacji w której dominuje nie ten, który oferuje najlepszą jakość w stosunku do ceny tylko ten, który jest silniejszy (czyt. bardziej bezwzględny).

    oczywscie to nie jest XIX w, skrajna forma - przynajmniej jesli chodzi o PN naszego globu.

    “Masowa produkcja i efekt skali - pojecia lezace u podstaw kapitalizmu wyjasniaja, dlaczego czlowiek nie moze byc samowystarczalny.”

    nie chodzi o samowystarczalność ale rodzaj kooperacji. wiadomo, ze nie mam szans wygrać z kimś kto ma ropociągi i elektrownie atomowe ale tam gdzie mogę walczę z systemem po prostu w nim nie uczestnicząc. taka naiwna to pewnie wizja ale trzeba przyznac, ze ta naiwność w sieci w jakiś sposób wygrywa - wręcz wymusza pewne zmiany globalnie

    pozdrawiam i dzieki za dlugi i ciekawy komentarz :)

Skomentuj ten wpis!