yashke.com

Archiwum: May, 2007

Komputer w stoliku - Microsoft szaleje

Wednesday, May 30th, 2007

Microsoft Surface zrobił na mnie kolosalne wrażenie!

Surface to ekran wielodotykowy, który reaguje na obiekty postawione na jego powierzchni.

Na filmie widać jak genialnie to działa - drag and drop nabiera zupełnie innego znaczenia. Możesz wgrywać pliki do aparatu fotograficznego lub PDA po prostu przemieszczając je w miejsce gdzie dane urządzenie leży - stolik w tle prześle plik wirelessem.

Sposób interakcji z komputerem zmieni się nie do poznania. Kontakt z komputerem będzie bardziej naturalny, nie będzie wymagał dotychczasowej, swoistej celebracji - chodzi mi o siadanie do komputera, włączanie, wtykanie kabelków, klikanie myszką. Komputer przestanie być obiektem, a stanie się dopełnieniem przestrzeni.

Facebook i Microsoft

Monday, May 28th, 2007

Microsoft najwyraźniej ma zamiar nadrobić zaległości w polu aplikacji web… Najpierw MS opublikował Silverlight a teraz Facebook Dev Toolkit dla Visual Studio. Ma on ułatwić programistom tworzenie aplikacji wykorzystujące otwarte API Facebooka, czyli dostęp do 24 milionów użytkowników f8.

Cóż z opisu narzędzia wynika, że może być używane wraz z VS Express, czyli powinno być darmowe jako całość środowiska. Czy wśród czytelników znajdzie się ktoś, kto może spróbować tego narzędzia? Większość nas z Yashke jednak nie używa VS na co dzień (jeśli w ogóle ktoś używa…)

Facebook effect

Monday, May 28th, 2007

fd.gif
W zeszły czwartek Facebook uruchomił Facebook Platform.

Od czwartku developerzy mogą integrować swoje aplikacje z jedną z największych sieci społecznych w Internecie. Integracja ta to dużo więcej niż standardowe API - Platforma Facebooka pozwala tworzyć aplikacje, które użytkownicy mogą wyszukać przez Facebooka i dodać do swojego profilu tak jak do tej pory standardowe aplikacje Facebooka.

Aplikacje takie stają się faktycznie częścią Facebooka a jednocześnie developerzy poprzez nie mogą publikować własne reklamy wewnątrz Facebooka lub monetyzować je w inny sposób. Tym samym Facebook pozwolił nie tylko korzystać ze swoich danych ale również budować własny biznes wewnątrz Platformy.

Facebook ma ponad 24 mln użytkowników - i chyba ta liczba najlepiej obrazuje skalę i potencjał tego przedsięwzięcia. Te 24 mln sprawiają, że na prawdę warto się zainteresować.

O ich sile przekonał się Ali Partovi CEO iLike.com - aplikacji podobnej do Last.fm - w tej chwili najpopularniejszej aplikacji z Facebook Platform.

Poniżej list Al’ego [za venturebeat], który szukał przez weekend serwerów, które byłyby w stanie wytrzymać ruch wygenerowany przez użytkowników Facebooka.

ilike-mail.gif

Google Hot Trends - memy dnia ujawnione

Tuesday, May 22nd, 2007

Google Trends

Słyszeliście o memach (ang. meme)? Memy to takie nośne, historycznie niewielkie - byty (fakty, idee, piosenki, zdarzenia, legendy, narracje) które rozprzestrzeniają się wirusowo i wszczepiają w świadomość danej społeczności stając się elementem kultury. Memy sprawiają, że kultura ewoluuje. Memy to takie małe drobinki, które mogą urosnąć jeśli okażą się prawdziwie i długotrwale nośne. Mogą też umrzeć lub ewoluować w coś zupełnie innego.

Badanie memów jest trudne - jest ich masa i codziennie kolejna masa powstaje. Większość umiera, część po to żeby się odrodzić, część ginie na zawsze.

Od 15 maja możemy poznać 100 najgorętszych amerykańskich memów - Google uzupełniło usługę Trends o ranking Today’s Hot Trends.

Jak Google to bada? Działanie nie jest specjalnie magiczne (oczywiście jeśli nie bierzemy pod uwagę skali przedsięwzięcia) - Google bada wzrost ilości zapytań na daną frazę - im większy wzrost tym wyższa “ranga gorąca” zapytania (od łagodnego mild do super gorącego volcanic).

Ranking jest uzupełniony dodatkowymi informacjami na temat danego zapytania.

Joseph Lau on Google Hot Trends

Na przykład ze strony zapytania Joseph Lau możemy się dowiedzieć (dzieki wynikom wyszukiwania w Google News, Blogs, i Web), że Pan Lau jest potentatem na rynku nieruchomości w Hong Kongu, a jest o nim głośno bo okazało się ze zamówił sobie Boeinga 787 do celów prywatnych. Nie jestem specem od samolotów ale wyczytałem, że taki Boeing może pomieścić nawet 250 osób. Wiemy też, fraza Joseph Lau osiągnęła szczyt popularności dwie godziny temu, a najwięcej zapytań na jej temat pochodziło z Nowego Jorku.

Czy to ważne informacje? W większości pewnie nie - dają jednak żywy obraz tego co aktualnie jest na językach setek tysięcy osób w Stanach (a być może niebawem również w innych rejonach świata).

Poza tym Google udostępniło archiwum trendów - a to daje już ogromne możliwości. Jestem przekonany, że przysłuży się powstaniu nie jednej pracy doktorskiej.

Odpowiednie “przeczytanie” tych danych daje ogromną wiedzę, wiedzę która we właściwych rękach może stać się niebywale cenna - zarówno naukowo - socjologicznie, kulturowo, kognitywistycznie - ale i marketingowo więc i biznesowo. Pewnie zwłaszcza biznesowo.

Jakob Nielsen nie lubi Web 2.0

Friday, May 18th, 2007

photo by Keka
fot. Keka, by-nc-sa

W wywiadzie dla BBC, guru użyteczności porównał narzędzia i serwisy nurtu web 2.0 do Boo.com - flagowego przykładu dotcomowej bańki z lat ‘90, strony ładnej ale zupełnie nieużytecznej.

Nielsen mówi, że twórcy tzw. serwisów web 2.0 całkowicie zaniedbują rzeczy podstawowe - czyli tworzenie prostych w użyciu stron, dobrych wyszukiwarek, unikania żargonu w tekstach użytych na stronach, oraz zapominają o najważniejszym - o przemyśleniu całości zanim się ją zaprojektuje.

Zamiast tego stawiają na błyszczące ale bezużyteczne detale.

Nielsen (przynajmniej w artykule BBC) mówi ogólnikami, nie precyzuje co konkretnie mu się nie spodobało, nie mówi konkretnie kto popełnia te błędy.

Mówi za to na przykład, że nie wszędzie da się zbudować taką społeczność jak na Facebooku lub MySpace, że istnienie takich społeczności jest silnie uzależnione od specyfiki demograficznej jej członków. Nielsenowi chodzi o to, że MySpace żyje bo zasilany jest nadmiarem wolnego czasu nastolatków.

Jednocześnie Nielsen całkowicie pomija fakt istnienia innych serwisów zasilanych przez społeczność, które działają na innej zasadzie niż MySpace - serwisów które gromadzą użytkowników wokół jakiegoś celu, celu którym niekoniecznie jest zabicie nudy.

Nielsen krytykuje Web 2.0 jako idee współudziału w tworzeniu treści przez dość dziwaczny pryzmat użyteczności tak na prawdę nie mówiąc nic ani odkrywczego ani - niestety - specjalnie sensownego. Jest to krytyka na dużym poziomie ogólności, poziomie, który nie stwierdza nic ani o użyteczności ani tak naprawde nie podważa sensu żadnych “około łebdwazerowych” koncepcji.

Nielsen równie dobrze mógłby powiedzieć, że “nie lubi Web 2.0 bo nie” i zawartość merytoryczna tego twierdzenia byłaby podobna.

Może Pan Nielsen wzorem swoich rad - najpierw przemyśli swoje tezy zanim je wypowie - nie zapominajmy o podstawach :)