Home > Blog > Cenzura jest głupia i my jej nie lubimy – na przykładzie Google, Digg i Pandory

Cenzura jest głupia i my jej nie lubimy – na przykładzie Google, Digg i Pandory

Published on 07/05/07
by Kuba Filipowski

Kiedy dwa lata temu Google przystało na żądania chińskiego reżimu dot. cenzurowania wyników wyszukiwania wymyśliłem akcję opierającą się o Google Bombing. Chodziło o wypozycjonowanie chińskiej wersji Googla pod hasłem censorship. Akcja może nie zbyt spektakularna ale szczera i nawet przez chwile były jakieś tam jej efekty. Efektem który mnie zaskoczył najbardziej była spora liczba hate-komentarzy pod adresem pomysłodawcy (moim). Mimo wszystko miałem rację, Sergey Brin publicznie przeprosił za cenzurę. “Przeprosił” jest różne od “zaprzestał” – cenzurują nadal ale być może z rumieńcem wstydu na policzkach.

Sergey powiedział, że

“Patrząc z biznesowego punku widzenia, decyzja o cenzurowaniu przyniosła nam straty”

Wydaje się, że Kevin Rose przypomniał sobie te słowa gdy użytkownicy Digga zaczęli masowo postować ten kod: 09-f9-11-02-9d-74-e3-5b-d8-41-56-c5-63-56-88-c0 w proteście przeciwko cenzurze na Digg. Kevin w notce godnej prawdziwego web-celebrity opowiedział się po stronie wolności wypowiedzi, a przede wszystkim po stronie użytkowników, którzy go karmią a nie korporacji, które go straszą. Szacunek.

Pytanie do czytelnika: Czy Ty, mieszkając w kraju w którym zamyka się studentów za nielegalne sieci komputerowe (sic!) odważyłbyś się zrobić to co zrobił Kevin Rose?

Pytanie numer dwa: Czy to faktycznie wymagało jakiejkolwiek odwagi?

Te paręnaście numerków i literek rozprzestrzeniło się po blogach, youtube’ach i myspace’ach z prędkością światła. Nie cenzurowalna sieć chaotycznego wielogłosu po raz kolejny pokazała jak bardzo nie lubi: płacić za dostęp do dóbr kultury i rozrywki, zabezpieczeń utrudniających kopiowanie legalnie nabytych nośników, lobby wydawców i cenzury.

Ostatni, niedawny przypadek to sprawa Pandory. W skrócie chodzi o to, że ludzie z poza USA nie mogą słuchać Pandory bo to łamie jakieś ważne przepisy, których sensu nie rozumiem. Twórcy Pandory (znowu – duży szacunek!) długo zwodzili właścicieli praw do odgrywanych w tym cwanym radio utworów, że nie potrafią lepiej wykrywać miejsca zamieszkania userów niż na podstawie ZIP kodu wprowadzanego przy rejestracji. Oczywiście da się to robić skuteczniej. Pod naporem niesławnej RIAA zaczęli geolokalizować użytkowników po IP.

I znowu – kolejny przepis, który nie pasuje do sieciowej rzeczywistości. Nie trzeba być Go…..hakerem, żeby wpaść na to, że istnieje coś takiego jak PROXY i że IP da się zmienić.

Konkludując. Morały z tych historii są dwa – nie da się cenzurować Internetu, ludzie, a Ci w sieci zwłaszcza, lubią móc bez ograniczeń wymieniać się informacjami, również tymi tajnymi, a jeśli lubią to nic ich nie powstrzyma i będą to robić. Morał drugi jest bardziej metafizyczny i wraca co cytatu za Brinem z początku tej notki – już Sokrates twierdził, że zło wynika z niewiedzy, czyli wszystko co jest złe jest głupie, a nic co prawdziwie głupie nie może być skuteczne biznesowo. Głupota nie popłaca.

Co dalej?

Proszę skometuj ten tekst - jestem ciekawy co o nim myślisz. Możesz też podlinkować swój wpis używając trackbacku: Cenzura jest głupia i my jej nie lubimy – na przykładzie Google, Digg i Pandory.