Autor: Kuba Filipowski


Korupcja - w znaczeniu klasycznym oznacza przyjmowanie lub żądanie przez urzędnika instytucji państwowej i samorządowej korzyści majątkowej albo osobistej w zamian za wykonanie czynności służbowej lub naruszenie prawa.
[via p2p.info.pl]
[Vagla ciekawie pisał o tym w zeszłym roku]
Autor: Kuba Filipowski
Na Read/Write Web jest podsumowanie, w którym redaktorzy bloga wybrali najciekawsze artykuły mijającego roku. Polecam. Właśnie w tym przeglądzie wyróżniono tekst pod tytułem “The Implicit Web: Last.fm, Amazon, Google, Attention Trust“.
W wielkim skrócie chodzi o to by algorytmy meta-redakcyjne (czyli wszelkiej maści rankingi, polecenia itd) bazowały nie na ocenach internautów wyrażonych wprost (czyli nie tak jak wykop, czy jakiś system gwiazdkowania) ale, żeby zbierały dane poboczne, które pełnią rolę wskaźnika oceny. Takich danych jest sporo i dość łatwo można je zbierać.
Na przykład jest to mierzenie czasu - dzięki temu wiemy, że dana treść została faktycznie odebrana - ale wskaźnik ten nie jest bez wad - może się zdarzyć sytuacja, którą w skrócie nazwałbym “przypadkiem Pana Gąbki” - gdzie długi jest czas pozyskiwania treści a nie jej odbierania (lub - bardziej wulgarnie - konsumowania). Wskaźnik zawodzi bo nie pokazuje rzeczywistych preferencji, raczej problemy techniczne.
Innym wskaźnikiem jest przesyłanie informacji o danej treści innym użytkownikom. Można to mierzyć zarówno badając częstotliwość użycia poszczególnych funkcjonalności, które wspierają takie przesyłanie (przycisk “share” w google reader i na youtube) lub sprawdzając ilość refererów.
Można też sprawdzać ilość komentarzy albo po prostu hitów lub ilości zamówień.
Mnie najbardziej interesują różnice wyników. Okazuje się, a widać to dobitnie na Youtube, że różnice są duże w zależności od sposobu oceny (lub meta-oceny) danych.
Zobaczcie jak zmienia się lista pierwszych 10 wideo przy wyborze takich kryteriów sortowania jak:
Różnice są spore. Wybranie właściwych lub odpowiednie łączenie kilku to sposób na skuteczny data mining. Skuteczny data mining to coś czego wartość trudno przecenić - to sukces Google i Amazona.
Autor: Kuba Filipowski
Marta Strzelecka z GW chce, żeby Internet eksplodował i ułożył się na nowo. To całkiem fajny pomysł ale… ale to trochę tak jakby chcieć, żeby jutro znowu wstało słońce - nie ma czego chcieć tak po prostu się stanie. Tak się dzieje od lat.
Jest w tym chceniu pewne niezrozumienie medium. Internet ma tę niesłychaną zaletę, że tu zmiany zachodzą szybciej niż gdziekolwiek indziej. Pisaliśmy o tym we wstępie tego papieru.
W tym roku polską sieć zmieniła Nasza Klasa. Nawet jeśli jej odsłony nie są tak cenne jak odsłony Pudelka. N-K wejdzie sobie z hukiem do megapanelu, zmieni układ sił bo w ciągu ostatnich 2 miesięcy zdobyła 100% userów więcej niż Gazeta.pl przez cały rok. Jak długo posiedzą na szczycie megapanelu? Ja myślę, że nie krócej niż Fotka.
Nie lubię się podniecać cudzymi odsłonami ale lubię podniecać się otwierającymi się możliwościami. W poprzednim poście pisałem, że Nasza-Klasa robi nam dobrze. Nam robi lepiej niż innym. Są już ponad 4 mln ludzi, który kumają dodawanie do znajomych, dodawanie fotek, budowanie profilu i wysyłanie zapek. Bariera wejścia w kolejny serwis społecznościowy radykalnie się obniżyła. Obniżyła się w tej grupie docelowej, która skończyła podstawówkę i gimnazjum już jakiś czas temu. To cenna grupa. W przyszłym roku ktoś sprytny wykorzysta tę obniżoną barierę i będziemy świadkami kolejnego przewrotu.
Czekam na kolejny rok eksplozji i przewrotów.
Autor: Kuba Filipowski
O Naszej-Klasie nie cichnie. Teraz, gdy Pan Gąbka coraz rzadziej zerka na nas spod kartonu pojawiły się głosy dotyczące obaw o prywatność. Tak… ta dyskusja musiała się pojawić. W końcu nasza-klasa namówiła prawie cztery miliony polaków do podpisania się imieniem i nazwiskiem pod swoim zdjęciem oraz do pokazania listy swoich bliższych i dalszych znajomych.
Policja i ABW ujawnia na Naszej-Klasie swoich tajniaków. Jedni boją się telemarketerów, którzy w oparciu o dane z N-K sprzedadzą im polisę na życie inni z kolei boją się o samo życie. Tak - N-K to zło! Nikt nie przejmował się tym kiedy o nazwisko pytał niszowy GoldenLine ale gdy sprawa dotyczy prawie 10% Polaków - to musi budzić emocje.
Ta dyskusja to element szerszej dyskusji o zmieniającym sie podejściu ludzi do prywatności. Tebe pisał o tym niedawno. Ludzie albo przestali się przejmować prywatnością na rzecz miłych emocji/bodźców związanych z uczestniczeniem w internetowym social networkingu albo w ogóle o prywatności nie myślą. W czasach “reality shows”, bardzo odważnych “talk shows” i kultu celebrities - stawiam na oba elementy tej alternatywy.
Niektórzy totalnie wyzbywają się prywatności. Czy nie myślą o tym, że da się ich wygooglać? Czy nie myślą o tym, że informacje w sieci są gorsze niż tatuaż - nie da się ich usunąć.
Zobaczcie sobie profile na MySpace - niby każdy z nich jest inny, każdy chcę pokazać siebie jako oryginała, osobę wyjątkową, odważną ale przy tej ilości ludzi - paradoksalnie - użytkownicy MySpace tworzą dość homogeniczną grupę “odważnych oryginałów”.
Te profile już oglądają potencjalni pracodawcy, partnerzy/rki - nie koniecznie biznesowi, rodzina itd. Ludzie chyba potraktowali określenie “wirtualna rzeczywistość” zbyt dosłownie - Internet, w gruncie rzeczy, nie jest mniej realny od innych sposobów komunikowania. Co gorsza - tak jak pisałem wyżej - Internet nie zapomina i nie wybacza głupot, które zrobiliśmy.
Ludzie się tego nauczą. Niektórych ta nauka zaboli bardziej niż innych ale lekcja zostanie odrobiona. Bo musi. Bo teraz każdy musi być specjalistą od PR samego siebie.
Autor: Kuba Filipowski
W ostatnim poście wspomniałem, że napiszę coś o przyszłości (i przeszłości) z racji końcówki roku. Napisałem.
Napisało też sporo ciekawych osób z naszej blogosfery (którym serdecznie dziękujemy). Wszystko zebraliśmy (my) w jeden dwudziestopięcio stronicowy dokument.
Zaczynem do tego podsumowania była ankieta do której wypełnienia namawiałem na łamach yashke w Mikołajki. Przeczytajcie i koniecznie skomentujcie :) Wesołych Świąt!