« Previous | Next »
Wyszukiwarki – czy nastąpił już koniec historii?
Published on 06/01/08
by Kuba Filipowski
Rynek reklamy w wyszukiwarkach jest ogromny – stanowi 45% całego rynku reklamy w sieci i tylko w USA i Europie jest wart przeszło 9 mld euro, a w tym roku na pewno jeszcze urośnie.
Wyszukiwarki internetowe istnieją od piętnastu lat (pierwszą wyszukiwarką była Aliweb) – połowa tego okresu to czas dominacji Google. Google ma ponad 85% globalnego rynku wyszukiwarek, a konkurencja raczej się kurczy niż skutecznie walczy.
Czy to oznacza, że nic już się nie zmieni? Czy Google zapewniło sobie wieczną pierwszą pozycję? Skoro tacy giganci jak Microsoft i Yahoo sromotnie przegrywają to kto może zmierzyć się z wielkim G?
Jednym z problemów tak dużej dominacji jest brak miejsca do wzrostu. Google traci dynamikę, więc zaczyna interesować się obszarami, które do tej pory oddawał wydawcom i twórcom. Przejmuje więc Bloggera i Youtube, a teraz tworzy konkurencję dla Wikipedii – Knol na przejąć te 5% wszystkich wyszukiwań kończących się przejściem do Wikipedii właśnie. Wyniki wyszukiwania już dawno przestały być tylko zbiorem linków. Zobaczcie jak wygląda strona wyników gdy szukamy informacji o pogodzie
lub popularnym artyście. Pierwszą, najcenniejszą pozycję zajmują linki do stron Google.

PageRank bazując na linkowaniu czyli naturalnym, bezinteresownym sposobie wyróżniania i odsyłania do ciekawych treści zmienił podejście do hipertekstu. Linkowanie jest teraz coraz częściej zachowaniem rynkowym z wszystkimi tego konsekwencjami. PageRank bazuje więc na zasadach, które istnienie PageRanku zmieniło (sic!). Najlepiej skomentował to Rich Skrenta (twórca DMOZ i nowej, powstającej jeszcze wyszukiwarki Blekko) – Google powstało by zindeksować sieć, która już nie istnieje.
To, że PageRank jest problemem widać coraz wyraźniej. Google wykazuje się niebywałą naiwnością prosząc webmasterów o (UWAGA) oznaczanie płatnych linków atrybutem rel=”nofollow”, publikowanie tylko wartościowych linków i tylko prawdziwych treści. Tym samym samo przyznaje, że PageRank nie działa tak dobrze jak w 2001.
Czy Google wybrało drogę moralizatora (takie seo jest ok, a takie bebe) zamiast zmienić algorytm?

W konsekwencji obu tych faktów (Google jako wydawca oraz urynkowienie mechanizmów wartościowania treści) coraz trudniej jest nam uwierzyć, że trzy pierwsze pozycje w Google to najlepsze co można w sieci, na dany temat, znaleźć.
Google bez wątpienia nie stoi w miejscu ale może jest to ruch giganta jest inercyjny? Czy możemy mówić o przesileniu na rynku wyszukiwarek? Czy Google zjada własny ogon? Czy w końcu, ktoś stanie się Pepsi dla Googlowej CocaColi?

Tak się składa, że jutro startuje Wikia Search. Wikia chce by algorytm jej wyszukiwarki był publicznie dostepny i open source’owy. Czyli zmienia podejście Google do algorytmu wyszukiwania o 180 stopni.
Chodzi o to, że to nie prawda, że Google nie wpływa redakcyjnie na ranking wyników. Wpływa! Redaktorem są ludzie, którzy stworzyli i poprawiają algorytm rankingu. To właśnie tam definiowane są czynniki które wpływają na pozycję w rankingu. Znając te czynniki możemy wpływać na pozycję rankingu, a będąc odpowiedzialnym za algorytm możemy zmieniać te czynniki. Google chcąc walczyć ze spamem wybrało drogę tajnego algorytmu. Konsekwencje tego kroku świetnie wypunktował Cory Doctorow w BoingBoing – Google blokuje w ten sposób głupich spamerów ale mądrzy spamerzy się prześlizgują bo mądrzy ludzie, którym zależy na dobrych, wartościowych wynikach nie znając algorytmu, nie mają możliwości wskazania jego słabych stron.
Wikia zapewnia podstawowe zaplecze technologiczne – podstawowy algorytm wyszukiwania, crawler itd. i liczy na wsparcie pasjonatów. Jeśli to się sprawdzi tak dobrze jak sprawdziło się w przypadku Wikipedii to mamy szanse być świadkami przetasowania na rynku wyszukiwarek.
Problemem może być zaplecze biznesowe – są sposoby na zarabianie na open source ale chyba żaden nie daje takiego przebicia jak AdWords – a skoro projekt jest otwarty to trudno chcieć zarabiać na nim tak jak zarabia Google chyba, że Wikia wymyśli jakiś sposób na dzielenie się kasą z współtwórcami algorytmu.
Co dalej?
Proszę skometuj ten tekst - jestem ciekawy co o nim myślisz. Możesz też podlinkować swój wpis używając trackbacku: Wyszukiwarki – czy nastąpił już koniec historii?.

Komentarze dotyczące wpisu "Wyszukiwarki – czy nastąpił już koniec historii?"
komentarze (9)
Zenon Bambus
06/01/08
@Autor
Z dziesięciu ostatnich postów w tym widać namiastkę analizy. Gratulacje i oby tak dalej.
g_All
07/01/08
Jeśli yahoo poprawi swoją wyszukiwarkę to czemu by nie ale MSLive – nie, nie i jeszcze raz nie! ;) Prawdę mówiąc nie ma na razie alternatywy dla google, może ta wikia? Pożyjemy zobaczymy.. Pozdrawiam.
lavinka
07/01/08
Ech, a gdzie moja stara dobra Altavista? Czy ktoś ją jeszcze pamięta? Zdechła szybciej niż yahoo….
Po Twoim wpisie zaczynam rozumieć skąd u mnie na blogu czwórka w Pageranku… :)
sharnik
07/01/08
A ja czekam na Powerset – http://www.powerset.com/ .
Kuba Filipowski
07/01/08
lavinka: to ciekawe – czemu u mnie 4 z pageranku?
co do yahoo i msn – oni naśladują google dlatego nie mają szans na walke z nim. kopiując są zawsze klika kroków z tyłu.
eimi
07/01/08
Zapleczem finansowym Wikii jest Amazon.com, a oni po świętach szczególnie mają pękate portfele. O to bym się nie martwił. Największą szansą dla Wikii jest jednak skorzystanie z rozwiązań sieci semantycznych, coś czego google nie może zrobić, by nie popsuć swego modelu biznesowego.
Hamster
07/01/08
Jesli chodzi o wyszukiwarki to polecam zajrzec na to co oferuje True Knowledge: http://www.trueknowledge.com/
Nie ma tam pewnie nic o reklamie – ale sam proces wyszukiwania jak widac moze byc jeszcze mocno usprawniony (chyba byl o tym post niedawno – a moze to na antyweb.pl bylo…).
Hoko
08/01/08
Trzy pierwsze pozycje w google coraz częściej wyglądają jak te gruszki na wierzbie. Parę lat temu po wrzuceniu hasła wszystko było niemalże podane na tacy, a teraz się zrobił bajzel. Nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że to nie tylko z powodu większej ilości “trafień” – ten algorytm jakby zdurnowaciał i wyniki bywają ni w pięć ni w dziewięć.
Kuba Filipowski
08/01/08
no kredytu na google bym nie szukał
Zostaw komentarz