yashke.com

Archiwum: January, 2008

Delicious w Yahoo Search - krok w stronę wyszukiwarki zasilanej ludźmi?

Sunday, January 20th, 2008

Jakiś czas temu pisałem, że Yahoo chyba nie do końca dostrzega potencjał wyszukiwawczy delicious. Bo przecież linki dodane do delicious kilka razy zostały uznane przez jakąś grupę osób (ludzi nie robotów) za istotne i ciekawe, a do tego ktoś poświęcił kilka sekund by opisać ich zawartość tagując.

Co więcej - delicious to nie digg - intencje dodawania nowych znalezisk do tych serwisów są różne. Do digga dodajemy coś co może zainteresować innych - intencją jest właśnie wzbudzenie czyjegoś zainteresowania. Do delicious dodajemy coś co interesuje nas, dodajemy po to, żeby nie zapomnieć, nie zgubić i od razu organizujemy bo organizujemy dla siebie - inni korzystają z tego przy okazji.

Stawiam tezę, że linki z delicious są bardziej wartościowe właśnie z powodu tej intencji. Digg to ciekawostki, delicious to ciekawostki przydatne. A właśnie przydatności szukamy wpisując coś w pole wyszukiwarki.

Wczoraj Techcrunch poinformował o integracji Yahoo Search z delicious.

Jak ta integracja wygląda widać na poniższym obrazku:

yahoosearch.jpg

Przy wyniku, który jest też w delicious pojawia się liczba dodań oraz najpopularniejsze tagi. Yahoo nie poinformowało czy delicious ma jakiś wpływ na miejsce w rankingu Yahoo Search. Po kilku testach raczej w to wątpię, a szkoda. To byłby ciekawy eksperyment sprawdzić, czy rzeczywiście strony dodane do delicious są bardziej wartościowe niż te, które wyszuka i oceni robot na podstawie jakiegoś algorytmu - algorytmu który jest pewnie niedoskonałą kopią algorytmu Google.

Start Wikia Search nie okazał się sukcesem - wszyscy spodziewali się od razu zabójcy Google podczas gdy Jimmy Wales pokazał jedynie nasiono, które jeśli będzie starannie podlewane i pielęgnowane przez silną developerską społeczność to może kiedyś wyrośnie z niego ów zabójca.

Tak sobie myślę, że Yahoo miałoby znacznie łatwiej gdyby chciało odważnie powalczyć na rynku wyszukiwarek. Przede wszystkim istnieje już na tym rynku (niby druga pozycja ale procentowo wygląda to słabiutko), mogłoby łatwo dotrzeć do dużej społeczności developerów (hack day to impreza yahoo) no i ma fajne serwisy wspierające (flickr na którym łatwiej znaleźć dobre foty niż w Google Images i delicious). Otwarcie algorytmu wyszukiwarki zmieniłoby też postrzeganie Yahoo - teraz to raczej coś odrobinę bardziej innowacyjnego od AOL, nie ma tej aury fajności, którą ciągle udaje się utrzymywać Googlowi.

Może inwestorzy na nowo by się w nich zakochali i nie musieliby zwalniać 2500 ludzi?

Wyszukiwarki - czy nastąpił już koniec historii?

Sunday, January 6th, 2008

Rynek reklamy w wyszukiwarkach jest ogromny - stanowi 45% całego rynku reklamy w sieci i tylko w USA i Europie jest wart przeszło 9 mld euro, a w tym roku na pewno jeszcze urośnie.

Wyszukiwarki internetowe istnieją od piętnastu lat (pierwszą wyszukiwarką była Aliweb) - połowa tego okresu to czas dominacji Google. Google ma ponad 85% globalnego rynku wyszukiwarek, a konkurencja raczej się kurczy niż skutecznie walczy.

Czy to oznacza, że nic już się nie zmieni? Czy Google zapewniło sobie wieczną pierwszą pozycję? Skoro tacy giganci jak Microsoft i Yahoo sromotnie przegrywają to kto może zmierzyć się z wielkim G?

Jednym z problemów tak dużej dominacji jest brak miejsca do wzrostu. Google traci dynamikę, więc zaczyna interesować się obszarami, które do tej pory oddawał wydawcom i twórcom. Przejmuje więc Bloggera i Youtube, a teraz tworzy konkurencję dla Wikipedii - Knol na przejąć te 5% wszystkich wyszukiwań kończących się przejściem do Wikipedii właśnie. Wyniki wyszukiwania już dawno przestały być tylko zbiorem linków. Zobaczcie jak wygląda strona wyników gdy szukamy informacji o pogodzie
lub popularnym artyście. Pierwszą, najcenniejszą pozycję zajmują linki do stron Google.

google.gif

PageRank bazując na linkowaniu czyli naturalnym, bezinteresownym sposobie wyróżniania i odsyłania do ciekawych treści zmienił podejście do hipertekstu. Linkowanie jest teraz coraz częściej zachowaniem rynkowym z wszystkimi tego konsekwencjami. PageRank bazuje więc na zasadach, które istnienie PageRanku zmieniło (sic!). Najlepiej skomentował to Rich Skrenta (twórca DMOZ i nowej, powstającej jeszcze wyszukiwarki Blekko) - Google powstało by zindeksować sieć, która już nie istnieje.

To, że PageRank jest problemem widać coraz wyraźniej. Google wykazuje się niebywałą naiwnością prosząc webmasterów o (UWAGA) oznaczanie płatnych linków atrybutem rel=”nofollow”, publikowanie tylko wartościowych linków i tylko prawdziwych treści. Tym samym samo przyznaje, że PageRank nie działa tak dobrze jak w 2001.

Czy Google wybrało drogę moralizatora (takie seo jest ok, a takie bebe) zamiast zmienić algorytm?

pagerank.jpg

W konsekwencji obu tych faktów (Google jako wydawca oraz urynkowienie mechanizmów wartościowania treści) coraz trudniej jest nam uwierzyć, że trzy pierwsze pozycje w Google to najlepsze co można w sieci, na dany temat, znaleźć.

Google bez wątpienia nie stoi w miejscu ale może jest to ruch giganta jest inercyjny? Czy możemy mówić o przesileniu na rynku wyszukiwarek? Czy Google zjada własny ogon? Czy w końcu, ktoś stanie się Pepsi dla Googlowej CocaColi?

wikia.jpg

Tak się składa, że jutro startuje Wikia Search. Wikia chce by algorytm jej wyszukiwarki był publicznie dostepny i open source’owy. Czyli zmienia podejście Google do algorytmu wyszukiwania o 180 stopni.

Chodzi o to, że to nie prawda, że Google nie wpływa redakcyjnie na ranking wyników. Wpływa! Redaktorem są ludzie, którzy stworzyli i poprawiają algorytm rankingu. To właśnie tam definiowane są czynniki które wpływają na pozycję w rankingu. Znając te czynniki możemy wpływać na pozycję rankingu, a będąc odpowiedzialnym za algorytm możemy zmieniać te czynniki. Google chcąc walczyć ze spamem wybrało drogę tajnego algorytmu. Konsekwencje tego kroku świetnie wypunktował Cory Doctorow w BoingBoing - Google blokuje w ten sposób głupich spamerów ale mądrzy spamerzy się prześlizgują bo mądrzy ludzie, którym zależy na dobrych, wartościowych wynikach nie znając algorytmu, nie mają możliwości wskazania jego słabych stron.

Wikia zapewnia podstawowe zaplecze technologiczne - podstawowy algorytm wyszukiwania, crawler itd. i liczy na wsparcie pasjonatów. Jeśli to się sprawdzi tak dobrze jak sprawdziło się w przypadku Wikipedii to mamy szanse być świadkami przetasowania na rynku wyszukiwarek.

Problemem może być zaplecze biznesowe - są sposoby na zarabianie na open source ale chyba żaden nie daje takiego przebicia jak AdWords - a skoro projekt jest otwarty to trudno chcieć zarabiać na nim tak jak zarabia Google chyba, że Wikia wymyśli jakiś sposób na dzielenie się kasą z współtwórcami algorytmu.

Mikrocelebryci

Wednesday, January 2nd, 2008

Ja tego nie wymyśliłem (sory Radek) - termin pojawił się już 2 lata temu na gigaom, zjawisko opisał też Clive Thompson w Wired i Marta Klimowicz na blogu.

Łatwo się domyślić, że mikrocelebryta to ktoś rozpoznawalny w niewielkiej grupie. Coś w stylu gwiazdy socjometrycznej. W sumie nic szczególnego - w świecie poza sieciowym tacy ludzie nazywani są po prostu “popularnymi”.

Marketingowcy już od dawna starają się robić kasę wykorzystując tych popularnych do popychania znajomym i naśladowcom różnych produktów. W sieci oczywiście da się to zrobić taniej - bo łatwiej znaleźć tych popularnych, ocenić stopień ich popularności i są gotowe narzędzia do kupowania ich popularności. Nawet nie trzeba im wysyłać darmowych laptopów.

Ilość kanałów, którymi może docierać do Ciebie dany mikrocelebryta rośnie. Są blogi, mikroblogi, fotoblogi, galerie zdjęć, serwisy społecznościowe itd. Tych z największą mikro-popularnością na twitterze można zobaczyć na tym plakacie.

Prezentacja Adama Zygadlewicza i moja podczas Barcampu (styczeń 2008) na temat mikrocelebrytów