« Previous | Next »
Less is no more
Published on 29/07/09
by Kuba Filipowski
Twitter wszyscy znamy. Wygląda tak:

Twitter stał się symbolem prostego, minimalistycznego designu serwisu społecznościowego. Jak się myśli o projektach internetowych w kontekście prostoty to większości z nas zapalają się pewnie dwie żarówki – główna google i twitter. Proste.
Z twittera korzysta 40-kilka milionów ludzi. To bardzo dużo. Pytanie – jak to robią?

Okazuje się, że aż 21% użytkowników używa specjalnych aplikacji desktopowych żeby używać Twittera. Dlaczego?
Bo wyglądają tak:

lub tak:

Są znacznie bardziej skomplikowane i rozbudowane. Mają dodatkowe ficzery, które ułatwiają stały kontakt z Twitterem.
Do czego zmierzam? Do tego, że prostota rozumiana jako brak możliwości jest zdecydowanie przereklamowana.
Zobaczcie – 20% tych najbardziej zaangażowanych użytkowników Twittera jest niezadowolona z tego jak działa natywny interface. Wybierają inny. Nie dlatego, że jest jeszcze prostszy lub graficznie atrakcyjniejszy. Tylko dlatego, że ma więcej ficzerów.
Te 20% to strasznie ważni użytkownicy. To oni stanowią o sile danej społeczności, to oni ją kreują, wkładają w nią serce, to oni używają jej każdego dnia. Twitter ich oddał komuś innemu pod opiekę.
Ludzie od Gmaila często podkreślają, że projektując coś i zmieniając robią to z perspektywy power usera. Nie tylko dlatego, że w taką perspektywę łatwiej się wczuć (w końcu jeśli lubisz to co robisz to tego używasz w trybie ‘power’) ale dlatego, że to ci użytkownicy popularyzują produkt, utożsamiają się z nim, im musi być dobrze.
A ci ludzie potrzebują więcej. Oni pierwszy kontakt z aplikacją mają już dawno za sobą. Wiedzą co jak działa. Chcą więcej. Jeżeli nie znajdą tego u Ciebie to poszukają gdzie indziej. I tak będzie nieźle jeśli zostaną z Tobą za pośrednictwem zewnętrznej aplikacji wykorzystującej Twoje API. Ale mogą trafić też do konkurencji.
Podsumowując – prostota nie powinna się równać brakowi możliwości. Prostota powinna być ładnym, użytecznym opakowaniem dużych możliwości.
Co dalej?
Proszę skometuj ten tekst - jestem ciekawy co o nim myślisz. Możesz też podlinkować swój wpis używając trackbacku: Less is no more.

Komentarze dotyczące wpisu "Less is no more"
komentarze (10)
eraevion
29/07/09
Świetny artykuł, ale… nie mogę się zgodzić.
Gdyby nie interfejs Twittera to nigdy nie udało by mu się przedostać do mainstreamu, zyskać tyle fanów wśród gwiazd i przeciętnych Amerykanów.
Serwis pozostałby niszowy, dla osób w jakiś sposób związanych z Internetem, którzy są obyci z tym, jak owa sieć działa i mają już ten zmysł, gdzie jaki element powinien się znajdować i ‘co się stanie, jak na to kliknę’ wbity do głowy na stałe.
20% użytkowników używa klientów desktopowych, bo jest mimo wszystko wygodniej – nie trzeba nadużywać Ctrl+R, nie marnuje się zakładka w przeglądarce, no i fakt faktem, jest więcej ficzerów. Osobiście wciąż siedzę na interfejsie webowym, bo uważam go za prawie idealny, no i ze względu na brak porządnego klienta na Windows.
GMail jako usługa pocztowa też jest strasznie prosty – wszędzie indziej atakują nas reklamy, miliony nic nie znaczących przycisków, jakieś foldery – a w GMailu jest nacisk na po prostu maile. Mimo ogromu funkcji, jakie GMail oferuje, dalej jest relatywnie do innych usług pocztowych prosty i też udało się przykuć uwagę ‘zwykłych’ użytkowników.
(swoją drogą, dałeś mi pomysł na artykuł, dzięki!)
Bartłomiej Dymecki
29/07/09
Poruszasz kilka ważnych spraw. To prawda, że prostota nie jest synonimem ograniczania funkcji. Jednak w procesie projektowym trzeba wybrać, które funkcje są najbardziej istotne, czyli najlepiej sprzyjają realizacji celów userów.
Zachodzi ważne pytanie: czy gdyby Twitter miał tak zaawansowany interfejs to te pozostałe 80% korzystałoby z niego? Dalej: czy wszystkie aplikacje desktopowe dla twittera oferują tak zaawansowane funkcje i czy wszyscy z nich korzystają? Bez odpowiedzi na te pytania jedynie możemy sobie pogdybać :)
Piszesz, że jeśli coś lubisz, używasz tego w trybie power. To jest prawdą tylko wtedy, gdy osiągasz ten stan power i dotyczy na ogół osób technicznych, więc nie jesteś obiektywny :-) Czy każdy użytkownik przechodzi w stan power usera? Najwięcej jest na ogół średnich użytkowników. Mniej zarówno tych power, jak i początkujących. Przy czym początkujący będą najmniej lojalni, ale to osobna sprawa. Projektując pod kątem ekstremum łatwo zrobić coś, co nie będzie dobre dla większości średnich użytkowników i o tym trzeba zawsze pamiętać.
Duże możliwości bywają inaczej oceniane przez ludzi technicznych, tworzących oprogramowanie, a inaczej przez użytkowników. Trzeba zapewniać możliwości, ale nie bez przeanalizowania, co dokładnie rozumiemy pod tym pojęciem.
Kamil Trebunia
30/07/09
Inspirujący artykuł!
Dorzucę tylko 5 groszy od siebie. Otóż z perspektywy powerusera różnych aplikacji, ale nie Twittera (nie używam) muszę stwierdzić, że przede wszystkim chodzi mi o wygodę, szybkość i niekiedy też bezbłędność (”buglessness” bleh) używania aplikacji – nie o zaawansowane funkcje. Dlatego mimo, że nie korzystam z twittera to uważam, że wielu userom chodzi po prostu o to, że mają jakiś global hot key do odpalania tej aplikacji, a jak coś się dzieje to widzą to w real time na ekranie – żadnego z tych nie zapewni aplikacja webowa.
Kuba
30/07/09
Dobre podsumowanie., jednak am pytanie co do treści – na jakiej podstawie zakładasz, że te 20% najbardziej zaangażowanych użytkowników, to akurat ci, którzy korzystają z aplikacji desktopowych? (cytat: “20% tych najbardziej zaangażowanych użytkowników Twittera jest niezadowolona”)
Kuba Filipowski
30/07/09
@eraevion: “Gdyby nie interfejs Twittera to nigdy nie udało by mu się przedostać do mainstreamu, zyskać tyle fanów wśród gwiazd i przeciętnych Amerykanów.”
- nie ma kejsu, który pokazywałby, że jest jakaś korelacja. Zobacz NK – to nie jest symbol prostoty i użytecznego interfacu – przeważyły inne sprawy. To samo z Facebookiem – tam jest masa opcji to nie przeszkodziło 200 mln ludzi założyć tam konta. MySpace – to samo. do dziś nie potrafię założyć tam konta
“GMail jako usługa pocztowa też jest strasznie prosty”
- jest prosty dla Ciebie bo go używasz. ale przy pierwszym podejściu nie sprawia wrażenia prostoty. maile poukładane są w wątki (tego nie ma outlook ani inne programy pocztowe i konta internetowe [nie miały przed gmailem]). nie ma klasycznych folderów tylko tagi. tagów nikt nie rozumie
@Bartłomiej Dymecki:
“Dalej: czy wszystkie aplikacje desktopowe dla twittera oferują tak zaawansowane funkcje i czy wszyscy z nich korzystają?”
pewnie nie wszystkie – ale te najpopularniejsze tak. a zakładam, że korzystają bo po co inaczej by je instalowali?
@Kuba
“na jakiej podstawie zakładasz, że te 20% najbardziej zaangażowanych użytkowników, to akurat ci, którzy korzystają z aplikacji desktopowych”
bo chciało im się coś instalować. więc to raczej nie ruch z wyszukiwarki ;)
CoSTa
31/07/09
Jest sporo ludzi, dla których najważniejszym powodem używania aplikacji desktopowej jest… niechęć do trzymania uruchomionej wciąż przeglądarki internetowej. Seesmic i TweetDeck może i ładnie ilustrują tezę ale to nie jedyne desktopowe programy. Są i takie, które oferują prostotę nawet chyba większą, niż na stronie Twittera. Ot Tweetie dla przykładu (screen – http://img.skitch.com/20090731-rsakgga388pq2uc7w74ktrfedw.png) poukładany, logiczny program, który na OSX stał się z miejsca przebojem. Nie oferuje bóg raczy wiedzieć czego prócz prostoty, wygody i stosunkowo niewielkich wymagań systemowych. Czasem to w zupełności wystarczy.
Co się zaś tyczy Facebooka – tak porąbanego serwisu nie widziałem nigdy i raczej na pewno już nie mam zamiaru oglądać. Za dużo to zdecydowanie niezdrowo. Mam tam konto, i owszem. Wchodzę tylko wtedy, gdy dostanę wiadomość od znajomego. Żadnej innej aktywności na Facebooku nie planuję. To dla mnie przykład serwisu fatalnie zaprojektowanego i bardziej przeszkadzającego, niż użytecznego.
Jest tak, jak piszesz – prostota rozumiana jako brak możliwości jest przereklamowana. Ale nadmiar możliwości nie ubrany w jakieś proste i strawne szaty jest chyba jeszcze gorszym rozwiązaniem.
Fajny art. Dzięki.
Paweł Ludwiczak
01/08/09
Desktopowe aplikacje twittera wyglądają też jak np. Twitterific – są proste jak budowa cepa. Rzuciłeś screenem dwóch aplikacji, których osobiście bym u siebie na komputerze nie zainstalował. I podejrzewam, że nie tylko ja.
22% to dużo czy mało? Trudno powiedzieć… Ale te 22% używa aplikacji desktopowych nie dlatego, że strona Twitter.com nie daje im tego co chcą, tylko dla własnej wygody. Zakładam, że tamte 50% to tzw. “nieuświadomieni” użytkownicy internetu, którzy na swoim komputerze mają pakiet office, pasjansa, antywirusa i need for speeda bo ktoś im zainstalował. Podejrzewam, że na pulpicie tych ludzi nie zmieniło się zupełnie nic od czasu instalacji OSu. Wolą bardziej korzystać z wersji webowej Twittera, bo boją się zainstalować którąś z tych aplikacji “A może istnieje lepsza? Dlaczego zatem mam mieć gorszą?” “A jeśli będzie zawirusowana?” “Rozszerzenie .app? .dmg? .exe?! WTF?!”
Według mnie Less Is More a zasada KISS (Keep It Simple Stupid) powinna towarzyszyć wszystkim aplikacjom webowym… That’s only my opinion :)
Cheers!
D3X
02/08/09
@kuba – “maile poukładane są w wątki (tego nie ma outlook ani inne programy pocztowe”
bullshit :) kmail, mutt i pewnie milion innych. to, że mail.app nie ma takiej możliwości nie znaczy, że inne klienty nie mają :)
rafalski
02/08/09
Firma Apple robi zupełnie odwrotnie, niż sugeruje to artykuł: ignoruje 20% power userów, starając się zadowalać 80% użytkowników.
Ci ciekawe, jest to nie tyle moja subiektywna obserwacja, co programowe podejście firmy opisane w Human Interface Guidelines, dokumencie opisującym wzorce projektowe interfejsów http://bit.ly/3bcwk
Bartłomiej Juszczyk
30/09/09
Mimo, że korzystam z Twittera i zgadzam się z przedmówcami, to brakuje mi jednak gadżetów takich jak w Blipie, relacje choćby z innymi userami. Cóż, różnie bywa z ta prostota.
Zostaw komentarz