« Previous | Next »
Czytanie
Published on 25/10/09
by Kuba Filipowski
Jacob Nielsen trzy lata temu napisał artykuł o tym jak czytamy w internecie. Trzy główne tezy tego artykułu to:
- Nie czytamy w całości
- Dwa pierwsze paragrafy decydują o tym, czy będziemy czytać dalej
- Lubimy śródtytuły, nagłówki, paragrafy i listy. Zwracamy na nie uwagę podczas skanowania tekstu.
Każdy wydawca, który chce coś znaczyć w sieci robi wszystko, żeby czytelnikowi było wygodnie. Jak mu będzie wygodnie to będzie wracał, klikał, oglądał reklamy, przynosił pieniądze.
Wydawcy internetowi podjęli ekonomiczną decyzję na temat tego jaka powinna być forma artykułów (krótkie, z dużą ilością akapitów i śródtytułów, z wyraźnie zarysowanym tematem). Wydawcy prasy, którzy chcą zwiększać swoją obecność w sieci kombinują nad tym jak najefektywniej przenieść treści tworzone na potrzeby papieru do internetu. To trudne.
Zastanawiam się co naprawdę opisuje Nielsen. Czy to faktycznie “sposób w jaki czytamy internet” czy raczej “sposób w jaki czytamy”.
Elektroniczna postać tekstu dała nam możliwość zbadania tego jak czytamy (eyetracking). Internet i jego ekonomia dała powody dla których opłaca się wykonać takie badania.
Mając powody i możliwości dowiedzieliśmy się jak pisać, żeby ludzie chcieli czytać. Dlaczego mamy odnosić tę wiedzę tylko do Internetu? Czy kontekst w jakim czytamy Internet rzeczywiście jest tak diametralnie różny od tego jak czytamy książki i prasę? Wątpię.
Adam Michnik opublikował w ostatniej Wyborczej ciekawy esej o rewolucji. Wydaje mi się, że jeszcze 10 lat temu byłby zupełnie inaczej napisany. Nie ze względu na treść ale na formę właśnie. Jest przejrzysty, wyraźnie podzielony na ponumerowane, odrębne fragmenty, które razem stanowią sensowną, dobrze napisaną i przemyślaną całość. Dobrze się to czyta. Mimo, że to esej z wieloma odniesieniami do historii i filozofii.
Wydaje mi się, że to dobry przykład na to w jaki sposób tradycyjni wydawcy zmieniają sposób myślenia o czytelniku.
Zwrot “praca z tekstem” powinien umrzeć. Albo inaczej – to autor/redaktor/wydawca powinien tę pracę wykonać i sprawić, żeby nikt inny nie musiał. To się opłaca.
Co dalej?
Proszę skometuj ten tekst - jestem ciekawy co o nim myślisz. Możesz też podlinkować swój wpis używając trackbacku: Czytanie.

Komentarze dotyczące wpisu "Czytanie"
komentarze (3)
Tom Sieron
26/10/09
Poprawka – historia eyetrackingu jest o wiele dluższa niż treści w formie elektornicznych. Zapytaj kogoś, kto interesuje sie HCI, albo pogooglaj – juz w okolicach 1900 roku wprowadzono metody bezinwazyjne :).
Napisałeś “Internet i jego ekonomia dała powody dla których opłaca się wykonać takie badania.” Mamy za sobą ponad 250 lat historii gazety drukowanej – według Ciebie rynek ten nie zdążył się rozwinąć na tyle, żeby zbadać jak pisać by ludzie chętnie czytali?
A może to nie wydawcy nagle odkryli (po 250 latach? lol, niezla teoria!) ze coś jest nie tak?
Może to czytelnik się zmienił?
IMHO Karykaturalnie gloryfikujesz Internet jako źródło i “sprawcę” tej (r)ewolucji.
Kuba Filipowski
26/10/09
@Tom – ludzie się nie zmieniają :)
wydawcy inaczej postrzegali kiedyś czytelników. patrzyli bardziej przez pryzmat siebie i swoich znajomych, a nie rynku jako takiego (uznawali, że reszta i tak nie potrafi czytać ;))
oczywiście, że wydawcy w pewnym momencie to dostrzegli -> patrz sukces tabloidów.
tylko, że tabloidy nie tylko uprościły formę ale też zwulgaryzowały treść.
a wg mnie dowolnie ambitną treść powinno się podawać w bardzo wygodnej, ‘internetowej’ formie. i to się dzieje.
Repliko
27/10/09
Mnie osobiści strasznie irytują artykuły które składają się z 20 krótkich, maksymalnie 2-3 zdaniowych akapitów. Na gazecie są to często kalki artykułów z BBC / ciąg oderwanych od siebie wątków który zamienia się w bełkot.
Być może forma jest dobra… ale nad treścią takiej formy trzeba chyba bardziej popracować
Zostaw komentarz