Marcin na blogu pisze o chudym długim ogonie i pyta czy Myspace “przynosi najwięcej kasy” dzięki dużej ilości odsłon. To o tej kasie i parę akapitów wcześniej o marksistach przywołało mi z pamięci kilka rzeczy, które gdzieś tam czytałem.
Marcin pisze o narzędziach i pośrednikach - wg read/write web to pośrednicy rozdają karty bo to oni tworzą narzędzia. Jako pośredników wymienia MySpace czy Youtube co wg mnie jest nieporozumieniem. Przynajmniej w rzeczywistości tej sieci w jakiej w tej chwili istniejemy. Właśnie dlatego - Marcin też o tym wspomina - że rola pośrednika w sieci jest bardzo płynna z uwagi na to, że koszty wejścia w biznes - nazwijmy to “pseudo pośredniczący” są stosunkowo małe. Znowu odwołanie do tekstu Marcina “jest cała masa serwisów wideo, które tylko czychają na błąd youtube”. Prawdziwymi, niebezpiecznymi, kontrolującymi nas pośrednikami są korporacje trzymające w garści prąd i łącza. Zagrożenie jest realne.
Brzmi to trochę antyglobalistycznie (czyli wg wielu głupio) dlatego wyjaśniam - to nie moje urojenia, nie mam fobii antyamreykańskiej, nie uciekam w popłochu gdy słyszę “dip dara dip daradip tak tok am stil am stil dżeny from de blok” - więcej - czasem jem hamburgery w McDonaldzie (!). Duże korporacje związane z telekomunikacją i energetyką na prawdę zagrażają człowiekowi roku 2006 wg Time.
Amerykanie już walczą o netutrality czyli neutralność sieci. Chodzi o to, że korporacje energetyczno-telekomunikacyjne w Ameryce chciały sprzedawać przywileje bogatym dot com’om. W skrócie chodzi o to, że pakiet Google i MSN będzie szedł szybciej od pakietu z mojego bloga nawet jeśli zakładamy, że Google ma takie samo łącze co mój hostingodawca. Użytkownik dostanie więc stronę Google kilkakrotnie szybciej niż moją bo Google zapłaciło telekomunikacyjnemu molochowi za ten przywilej. Nie chodzi o przepustowość łączy ale o uprzywilejowanie niektórcych pakietów danych.
Zagrożenia są oczywiste Google i MSN zwiększają zasięg jeszcze bardziej, długi ogon chudnie i marginalizuje się. Duzi się bogacą i jeszcze bardziej rosną, małych praktycznie nie ma.
Przestają liczyć się pomysły i idee - to czym biznes webowy zawsze wyjątkowo się wyróżniał. Wygrywa najgorsza wersja leseferystycznego syndykalizmu. Taki kapitalizm wykańcza kreatywność i jakość, taki kapitalizm to centralizacja i totalitaryzm.
To są faktyczne zagrożenia dzisiejszej wolności publikacji - ten strukturalno-energetyczny imperializm.
Brzmi to naprawdę marksistowsko ale wg mnie takie są fakty.
Ok ale w gruncie rzeczy nie o tym chciałem pisać. Ten marksizm właśnie to jest wg mnie coś wyjątkowego w webie. Powiedzmy, że jeżeli wygramy z imperializmem strukturalno-energetycznym to marksizm wygra.
Marksizm to może jednak zbyt brzydkie określenie. Tak naprawdę nie chodzi o marksizm (który jest wewnętrznie sprzeczny ale pożyteczny) a o demokrację.
Zaczynając tą notkę chciałem napisać głównie o człowieku, który jest chyba najfajniejszą postacią łebdwazero. Chodzi mi o Jim’a Buckmaster - właściciela Craiglist. Jim powiedział na jednej z konferencji prasowych coś takiego “Kto potrzebuje pieniędzy? My o nie nie dbamy” a potem dodał “Znamy ludzi, którzy posiadają więcej niż miliard dolarów i wcale nie czyni ich to szczęśliwszymi. Poza tym potrzebują ochroniarzy” [via Internet Standard i NYTimes].
Właśnie tymi wypowiedziami zszokował sturtupowy światek, który kręci się wkoło dwóch buzz terminów - monetaryzacja i model biznesowy. Jim nie chce zarabiać ciągle więcej i więcej. To wbrew klasycznemu katpitalizmowi, ba nawet wbrew zasadzie Petera.
Wg mnie to jest właśnie to o co chodzi w “nowej gospodarce” czy w “demokratycznym kapitaliźmie”. Po prostu utrzymanie pewnego poziomu. Taki koniec historii w skali mikro. Co więcej myślę, że taki stan rzeczy wymuszą właśnie sieci społeczne - skoro mój sąsiad dostarcza mi wiedzy i rozrywki - czyli czegoś za co wcześniej musiałbym zapłacić koncernowi zjawisko popytu i podaży przestaje funkcjonować - bo ilość dóbr jest teoretycznie równa ilości potrzeb. Utrzymuje się tylko dzięki zaufaniu inny - mniej więcej równych mi - ludzi. Oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku. Nie komunizm ale faktyczna demokracja. Tak to w tej chwili widzę.